Pierwszy numer "Ironizatora" jest już gotowy!
Znajdziecie w tym historycznym, kultowym egzemplarzu:
- motywującą i podnoszącą na duchu notkę od redaktora naczelnego
- opowiadanie o akcji reklamowej Znanej Firmy Telekomunikacyjnej
- wzruszający dialog ojca z synem o walce o wolność, oraz
- krótki i subiektywny opis Urzędu
Numer jest już w drukarni i od bladego świtu trwa proces produkcyjny. Przy okazji okazało się, że Szef Drukarni musiał zatrudnić dodatkowego pomocnika do odwracania stron. Albowiem jego Nowoczesna Maszyna Drukująca Laserem wiele potrafi, ale nie umie przewracać kartek. Dlatego pracownik od rana siedzi i przewraca kartki. Doradziłem Szefowi, żeby kupił Jeszcze Nowocześniejszą Maszynę Drukującą Laserem i Do Tego Przewracającą Kartki. Pomysł spodobał mu się niesłychanie. Powiedział, że nigdy sam by na to nie wpadł i w ramach podziękowań uraczył mnie miodem pitnym trójniakiem, starannie opodatkowanym.
A właściwie to moja wina. Powiedziałem mu, żeby się spodziewał 10 egzemplarzy po 8 stron. A tymczasem chłop musi wydrukować 40 egzemplarzy po 16 stron. Tak tak, niewiarygodny sukces wydawniczy przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania.
Z drukarni egzemplarze trafią potem do Działu Kontrolu Jakości. Człowiek odpowiedzialny za jakość skontroluje, czy jakość jest. Jeżeli jej nie ma, dosypie jej trochę z naszych zapasów (kupiliśmy sporo jakości w proszku).
Na koniec nastąpi komisyjne sprawdzenie, czy Pan Zszywający jest rzeczywiście narodowości polskiej (sprawdzamy życiorys oraz pobieramy krew) oraz zostanie przeprowadzony test polskości zszywek. W tym celu zszywki zanurzamy w przygotowanym wcześniej chemicznym roztworze narodowym. Jeżeli po zanurzeniu płyn zabarwi się na biało-czerwono, oznacza to, że zszywki są rzeczywiście polskie.
"Ironizator" zszywamy bowiem wyłącznie zszywkami z prawdziwie polskiej stali.
Tak więc jutro pierwszy egzemplarz "Ironizatora" zostanie rozesłany do wszystkich subskrybentów, którzy wykazali się ponadprzeciętnymi zdolnościami i napisali prawidłowo adres.
Reszta w rękach Boga, Tuska i Poczty Polskiej.
Martin Lechowicz, baron Sealandii
PS. Szefem Drukarni, Przewracaczem Kartek, Kontrolerem Jakości i Panem Zszywającym jestem oczywiście ja. Wiem, mogłem tego nie mówić. Przecież nikt by się nie zorientował.
I tak oto, nowy mój pomysł na rok 2012 został doprowadzony do poczęcia i narodzin.
Jest to kolejne moje spełnione marzenie, albowiem zawsze chciałem wydawać własną gazetę. No, może nie zawsze. No i może nie gazetę. Ale reszta się zgadza.
Ileż to zadziwiających zbiegów okoliczności musiało nastąpić, żeby "Ironizator" mógł przyjść na świat!
Dzięki szkole, przykładowo, nauczyłem się dobrze pisać. Tak, to prawda! Robiłem mianowicie dokładnie odwrotnie niż w szkole kazali. I dzięki temu piszę teraz dobrze i ciekawie. Tak, że ludzie lubią to czytać. I to wszystko dzięki szkole, która przez długie lata w trudzie i znoju pokazywała mi, czego nie robić, aby stać się człowiekiem, który ma przyszłość...
I tak oto, nowy mój pomysł na rok 2012 został doprowadzony do poczęcia i narodzin.
Jest to kolejne moje spełnione marzenie, albowiem zawsze chciałem wydawać własną gazetę. No, może nie zawsze. No i może nie gazetę. Ale reszta się zgadza.
Ileż to zadziwiających zbiegów okoliczności musiało nastąpić, żeby "Ironizator" mógł przyjść na świat!
Dzięki szkole, przykładowo, nauczyłem się dobrze pisać. Tak, to prawda! Robiłem mianowicie dokładnie odwrotnie niż w szkole kazali. I dzięki temu piszę teraz dobrze i ciekawie. Tak, że ludzie lubią to czytać. I to wszystko dzięki szkole, która przez długie lata w trudzie i znoju pokazywała mi, czego nie robić, aby stać się człowiekiem, który ma przyszłość.
Jestem wdzięczny również za dobrodziejstwo Internetu - bez niego "Ironizator" nie miałby szans. Wszak to Internet otworzył mi szeroką drogę do inkasowania wpłat przez przelew bankowy.
Nie zapomnijmy też o nieocenionej taniej sile roboczej w postaci studentów studiów dziennych. Uczyniła ona całe przedsięwzięcie możliwym. Ach, gdybyście widzieli z jaką radością studenci drukują, składają i zszywają "Ironizatora" zszywkami z prawdziwej, polskiej stali! Ach, gdybyście mogli to zobaczyć.
Ja też bym chciał, prawdę mówiąc.
Niestety nie mogę, bo powietrze w akademiku jest tak gęste od oparów wódki, że niemal nie widać czerwonego napisu "zakaz wnoszenia alkoholu" przy wejściu.
Dzięki tym wszystkim zbiegom okoliczności, pierwszy egzemplarz "Ironizatora" ukaże się już w lutym!
No to jak? Kto odważny? Kto chce?
Zaprenumerujesz sobie? Czy wymiękasz?
